Czy Polska potrzebuje leseferyzmu?

100 lat Niepodległości Polski

100 lat Niepodległości

Równo 100 lat temu władzę w Królestwie Polskim kierowanym przez radę regencyjną objął zamachem stanu Józef Piłsudski, dając tym samym początek Niepodległości II Rzeczypospolitej Polskiej. Pod koniec swojego 21-letniego istnienia, państwo to było jednym z najbiedniejszych państw cywilizacji Zachodniej. Zniszczona przez etatyzm, monopole, powszechny protekcjonizm i interwencjonizm, gospodarka nie była w stanie zapewnić Polsce środków, w momencie kiedy nadszedł decydujący dla niej sprawdzian własnych sił. Dzisiaj, patrząc na III Rzeczpospolitą, zdaje się, że historia zatoczyła koło.

Polska a wolny rynek

W Polsce, zarówno tej przedwojennej jak i dzisiejszej, pojęcie wolnego rynku jest całkowicie obce. Każdy, kto zetknął się z Polską rzeczywistością, łatwo dostrzeże jak bardzo opresyjne wobec obywatela i jego pieniędzy jest dzisiejsze państwo. Nie tylko jesteśmy krajem, który wydaje rocznie najwięcej przepisów prawnych w całej Europie, jesteśmy także krajem z najbardziej zmiennym prawem, a więc niesprzyjającym biznesowi w każdej formie. Polska posiada aż 14 podatków bezpośrednich (dla przykładu w Wielkiej Brytanii liczba ta wynosi 6, w Niemczech 4, w Rosji i Francji 3), z czego stawka podatków dochodowych wydaje się być na w miarę przystępnym poziomie. Wydaje się, tak długo jak nie sprawdzimy progów podatkowych, o których przekroczenie w Polsce nie jest trudno. Podobnie kwota wolna od podatku w Polsce należy do najniższej w Europie. Składka zdrowotna to kolejne obciążenie, które znosić musi Polski podatnik, z dosyć dyskusyjną jakością jego zwrotu. Jednak to, co najbardziej zabija Polskie przedsiębiorstwa, to legendarna składka ZUS-owska, która w sumie kosztuje nas 1228 zł (stan na 2018 rok). To pieniądze, które odliczane są od wypłaty każdego z nas oraz które zwiększają koszty zatrudnienia w Polsce do stopnia, w którym jakakolwiek działalność gospodarcza, szczególnie drobna, nie jest w ogóle opłacalna. To wszystko, bez wspominania o olbrzymich i ścisłych regulacjach, które przestrzegać musi praktycznie każda branża biznesu. Szybkie spojrzenie na te podstawowe fakty łatwo uświadamia nam, jak bardzo państwo przeciwdziała wszelkiemu działaniu, wymierzając olbrzymi cios w Polską gospodarkę.

Mentalność społeczeństwa

Wolna działalność gospodarcza jest nie tylko obca państwu, ale także społeczeństwu polskiemu. Im dłużej trwa stan, w którym przedsiębiorczość jest niszczona i alienowana przez aparat państwowy, tym bardziej Polacy mniej skorzy są do zakładania własnych firm. Nic więc dziwnego, że tak rzadko napotykamy na efektywne polskie przedsiębiorstwa, kiedy samo państwo polskie przeciwdziała sukcesowi swoich obywateli.

Im dłużej trwać będzie ten stan rzeczy, tym bardziej społeczeństwo polskie oddali się od wartości takich jak pomysłowość, innowacyjność, zaradność, praktyczność i pracowitość, a tym bardziej przychylne będzie mentalności wręcz niewolniczej, która w myśl swej zasady każe zaufać urzędnikom i odgórnej administracji w kwestiach organizacji pracy oraz życia. To łatwa droga do utworzenia społeczeństwa kalek, którymi polskie społeczeństwo w dużej mierze stało się podczas lat komunizmu, a wcześniej okupacji i rządów sanacyjnych.

Sanacja, czyli w cieniu marszałka

Właśnie – rządy sanacyjne. Cały okres od 1926 roku do 1939 w historii Polski powszechnie postrzegany jest jako rzekomy okres świetności i rozwoju państwa polskiego i naszej gospodarki. Prawda jednak jest zgoła inna. To właśnie w okresie sanacyjnym, państwo Polskie wprowadziło masę absurdalnych przepisów prawnych, olbrzymi ucisk fiskalny oraz monopoli (z czego jeden z nich był monopolem na zapałki – dlatego w II RP władza powszechnie walczyła z używaniem zapalniczek). Polska wtedy była krajem z najwyższymi podatkami osobowymi w całej Europie, z gospodarką będącą w dużej mierze w zastoju od 1928 roku. Powszechna była bieda i związany z nią alkoholizm. Władza sanacyjna starała się maskować ten stan rzeczy propagandą. Przede wszystkim gloryfikowano wielkie rządowe inwestycje, takie jak budowa Gdyni jako portu z niczego, Centralnego Okręgu Przemysłowego, mającego w domyśle zapewnić naszemu wojsku środki potrzebne do walki, czy głośne programy rozbudowy miast dla biedoty, w myśl których budowano mocno zbliżone do socrealistycznych przedmieścia. Te wszystkie projekty miały wzbudzać dumę w sercach Polaków i wraz z kultem postaci Józefa Piłsudskiego utwierdzać społeczeństwo w przekonaniu, iż Polska idzie we właściwym i postępowym kierunku.

Prawda jest jednak zupełnie inna i wyraża się w liczbach. PKB Polski od czasu ruszenia w praktyce tych wszystkich projektów weszło w okres niesamowitego prawie że zastoju, pozwalając na wyprzedzenie nas zarówno przez komunistyczne ZSRR czy Japonię. A przeciętni Polacy płacili za megalomanię władzy piłsudczyków wysoką cenę. Cenę w wszechobecnej kontroli, podatkach i utrudnieniach. Dobitnie o skutkach tego stanu rzeczy powiedział Rafał A. Ziemkiewicz, mówiąc, iż to właśnie sanacyjne rządy zabiły możliwości na obywatelskie społeczeństwo w Polsce.

Czytelnik interesujący się obecnym stanem i władzami państwa polskiego łatwo zauważy duże podobieństwo między Polską sanacyjną a obecną. Zmierzamy znów w kierunku, w którym nie znajdziemy nic oprócz znanych już historii problemów. Niemoc, biedę,niepoważanie na arenie międzynarodowej. Pomimo usilnych i nie kiedy skutecznych zabiegów władzy, starającej się narzucić retorykę „mocarstwowości” Polski oraz forsującej skrajnie nieadekwatną doktrynę „patriotyzmu gospodarczego”, łatwo można odczuć na własnej skórze konsekwencje postępującej etatyzacji i fiskalizacji w Polsce. Ceny wzrosły znacznie, i to niezależnie od światowej koniunktury. Nowa władza wybrana w 2016 roku sukcesywnie wprowadza nowe podatki, sprytnie ukrywając je lub manipulując nimi tak, aby przeciętny obywatel nie odczuł ich bezpośrednio. Stan państwa i naszej gospodarki pogarsza się, a najbardziej przerażającym jest fakt braku merytorycznej i racjonalnej opozycji wobec buty rządu.

Lekcja z historii

W związku z doniosłą, setną rocznicą przejęcia władzy przez człowieka odpowiedzialnego za klęskę gospodarczą Polski, Józefa Piłsudskiego, warto spojrzeć na historię i wyciągnąć z niej lekcję, którą Polskie społeczeństwo po wielu latach powinno już dawno przyswoić. Ograniczanie wolności działania i bogacenia się ludzi na rzecz kompetencji państwowego molocha nie zadziała, tak jak nie działało za PRLu, oraz tak jak nie zadziałało przez krótki okres istnienia II Rzeczypospolitej, która potem w obliczu wojny nie była w stanie materialnie jej sprostać i poniosła całkowita porażkę. Od kiedy właściwie Polska odzyskała niepodległość, nigdy kraj nasz nie był bliski leseferyzmowi, czyli zwyczajnemu oddaniu obywatelom wolności gospodarowania swoją własnością w ich ręce. Jedyny względny okres prosperity Polski przypada na moment, kiedy po upadku komunizmu gospodarka nasza została radykalnie przekształcona w gospodarkę rynkową, wtedy jeszcze nie stłamszoną jak dziś.

Wiedząc, jakie skutki niesie ze sobą pójście drogą etatyzmu i państwowej kontroli, szczególnie dzisiaj, kiedy prawdopodobnie świat przeżyje olbrzymie zmiany i konflikty polityczne, należy powiedzieć stanowczo: tak, Polska potrzebuje leseferyzmu.

Potrzebujemy zrezygnowania z drogi, która prowadziła nasz kraj do zagłady i dzisiaj grzebie nasze możliwości. To właśnie w wolnym, nieskrępowanym państwową interwencją rynku, przystępnym dla każdej formy działalności upatrywać należy remedium na bolączki polskiego społeczeństwa. Tylko wtedy możemy doprowadzić do sytuacji, w której polskie społeczeństwo będzie silne i zaradne, a Polska bogata i gotowa stawić czoła każdemu, nawet największemu zagrożeniu jakie na nią w przyszłości czeka.

Bez kategorii

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o