Wolność Słowa – Obrona Przed Władzą

Wolność Słowa

Jedną z największych zdobyczy cywilizacyjnych świata zachodniego jest bezsprzecznie wolność słowa. Rzecz która dla wielu z nas wydaje się absolutną podstawą cywilizowanego społeczeństwa, w rzeczywistości jest obecna w zaledwie części świata. Musimy uświadomić sobie, iż większości państw na świecie jest bardzo daleko do wolności słowa, nie mówiąc o wolności sumienia.

Gdyby nie wolność słowa, zapoczątkowana w Wielkiej Brytanii, a następnie zrealizowana w pełni przez Stany Zjednoczone, nie byłoby miejsca na racjonalną debatę polityczną, filozoficzną czy jakkolwiek poglądową w sferze publicznej. Co więcej, niemożliwy byłby intelektualny dyskurs oraz opór wobec władzy. Można śmiało pokusić się o stwierdzenie, iż wolność słowa zagwarantowała ochronną przestrzeń, w której schronienia szukać mogły wszelkie wielkie umysły. Głosiciele idei nieprzychylnych władzy, rewolucjoniści, czy finalnie filozofowie wolności – oni wszyscy nie mieliby żadnego wpływu na rzeczywistość, gdyby nie korzystanie z tej przemożnej zdobyczy zachodu. Dlatego też wolność słowa od zawsze stanowiła zagrożenie dla władzy, i to jakiejkolwiek, jako potencjalny zaczątek jej upadku. Idea wolnej wymiany myśli między ludźmi, czegoś potężnego i odbywającego się poza kontrolą centralnej władzy, to coś czego obawia się każdy wysoko postawiony oficjel. Wolność słowa to potężne narzędzie dane społeczeństwu do oceny i krytyki władzy.

Nic więc dziwnego, iż każda władza przekonana o swojej świętej pozycji starała się wolność słowa nagiąć lub ją zniszczyć. W wielu monarchiach europejskich aktywnie działała cenzura prewencyjna, czego doświadczyć mogli Polacy w zaborze rosyjskim i pruskim. W państwach Azji od zawsze praktycznie publikacje jeśli w ogóle istniały, były ściśle kontrolowane przez rządzących, w czym największą skrupulatność wykazywali Chińczycy. Jednak największy wysiłek w zniszczenie wolności słowa włożyły reżimy totalitarne III Rzeszy i Związku Radzieckiego. Te państwa nie tylko miały za cel zniszczenie wolności myśli, lecz chciały pójść dalej – nagiąć wymianę myśli przez zmianę języka i pojęć tak, by wszelka dyskusja nie wyszła poza ramy potwierdzające słuszność obu reżimów. Stąd jedną z pierwszych decyzji rządu nazistów było wprowadzenie przymusu witania i żegnania się zwrotem „Heil Hitler”. Działała niezwykle wytężona propaganda, w której język pełnił funkcję narzędzia do naginania rzeczywistości. Nie bez powodu kluczowymi słowami w retoryce nazistowskiej są słowa „lud” , „naród”, „posłuszeństwo” czy „walka”. Cenzura w nazistowskich Niemczech osiągnęła stopień absolutny. Każde wydawnictwo znajdowało się pod kontrolą państwa, a każde podejrzenie mówienia czegokolwiek, co podważało słuszność reżimu Hitlera, kończyło się dla mówiącego w najlepszym wypadku internowaniem i ciężkimi pracami.

Jednak pierwszym miejscem gdzie manipulację językiem i pojęciami doprowadzono do perfekcji, a cenzura stała się wszechobecna, był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. To tam dopiero wprowadzono wyłącznie państwowe wydawnictwa oraz narzucono ściśle terminologię polityczną. Propaganda sukcesu władz, wszechobecna retoryka walki klasowej oraz potwierdzanie słuszności partii komunistycznej były wyraźnie reprezentowane w każdym przekazie medialnym. Władza tworzyła tym zupełnie inny obraz rzeczywistości, który przez język i środki masowego przekazu miał uformować umysły obywateli w jedyny słuszny sposób. Nazistowskie Niemcy jak i Związek Radziecki rozpoczęły też interpretację historii i jej kreowanie w taki sposób, aby władza i ideologia władzy wydawała się być ostatecznym spełnieniem ludzkiej historii. Tak jak w Niemczech, tak u Sowietów funkcjonowały słowa klucze : „lud”, „klasa pracująca”, „partia”.

Władza totalitarna niszcząc wszelką wolność słowa uczyniła siebie jedynym źródłem faktów i prawdy. To pozwalało jej manipulować każdym wydarzeniem, procesem czy historią w taki sposób, by pasowała do wizji świata ukutej przez tą władzę. Podtrzymanie tej masowej iluzji było dla reżimów kluczowe, gdyż wizja świata i prawidłowości w nich panującym była jedynym źródłem i uzasadnieniem istnienia tejże władzy.

Choć wydaje nam się, iż era totalitaryzmów jest już daleko za nami, to naiwnym byłoby stwierdzenie, iż w dzisiejszym świecie wolność słowa jest czymś bezpiecznym. Nawet jeśli fałszowanie wizji świata nie jest dzisiaj głównym sposobem utrzymania władzy, to uciszanie krytyki tejże i podważanie argumentów stojących za przepychaną legislaturą już jest. Działa to także w drugą stronę – fałszowanie wizji świata, interpretacja go w sposób który automatycznie nastawia nas na zamknięty w swych dogmatach pogląd, ostatecznie zaowocuje narodzeniem się władzy totalitarnej.

Jeśli spojrzymy na zachód, częściej mamy do czynienia z tym drugim procesem. Największym zagrożeniem dla wolności słowa dzisiaj jest wszechobecna poprawność polityczna. Rzeczą która jest w niej jednak wyjątkowo zdradliwa jest fakt, iż odwołuje się ona wprost do wartości współczucia i szacunku do drugiego człowieka, które jako tako są w naszym społeczeństwie powszechne. Tego typu mechanizm poprawności politycznej implikuje dwie rzeczy. Po pierwsze, zakłada ona iż pewne grupy „zasługują” na bycie traktowanymi poprawnie politycznie. Sprawia to, iż każda władza która chce uzyskać dany elektorat będzie poprawna politycznie, aby spełnić oczekiwania tych grup, które posiadają „przywilej” poprawności politycznej.
Tym samym władza ta będzie poszerzać definicje tych grup jak najszerzej, by jak najbardziej w prosty sposób zagwarantować sobie poparcie.
Po drugie, każda osoba która krytykuje poprawność polityczną, jest utożsamiana jako wróg współczucia i szacunku do drugiego człowieka. Osoba wypowiadająca się przeciw traktowaniu w debacie publicznej pewnych jednostek jako specjalne ze względu na przynależność grupową jest stygmatyzowana, jej wszystkie argumenty przestają mieć znaczenie w świetle określenia jej „rasistą”, „x-fobem” czy „nietolerancyjną”.

Sprawa jest tym bardziej skomplikowana, że ciężko jest wyznaczyć granicę rasizmu czy nietolerancji. Wobec tego można pod nie podpiąć absolutnie każdy argument który krytykuje poprawność polityczną, a tym bardziej jej praktyczne konsekwencje. Owocem dzisiejszej politycznej poprawności jest uchwała legislatury Kanady, w której zmusza ona obywateli tego państwa do zwracania się do osób transseksualnych w taki sposób, jak tego sobie życzą, pod groźbą penalizacji. W praktyce jest to ingerencja władzy w język, mająca na celu, jak wykazałem wcześniej, zbudowanie podstaw pod utrzymanie tejże władzy.

Ironia polega tu na tym, iż poprawność polityczna zaistniała wewnątrz liberalnej instytucji wolności słowa. Funkcjonuje jako sabotaż tej samej instytucji w której została stworzona, tym samym podjęcie przeciw niej akcji legislacyjnych byłoby złamaniem zasady tej instytucji którą chcielibyśmy obronić.

Dzisiaj polityczna poprawność stanowi najważniejsze zagrożenie dla wolności słowa. Środowiska forsujące ją są aktywne, przekonane o swej słuszności i nie wahają się używać legislatury do wprowadzania swoich pomysłów w życie. Wolność słowa jest bowiem zagrożeniem dla poprawności politycznej, gdyż zakłada możliwość krytyki danej osoby czy idei – a tego poprawnościowcy nie znoszą. Tym samym powstał niebezpieczny sojusz między władzą a poprawnościowcami, który w najgorszym możliwym scenariuszu zabierze nas w świat penalizacji opinii, słów i manipulacji terminami. Tym samym, każdy człowiek który ceni wolność musi odrzucić polityczną poprawność oraz walczyć o prawdę definicji i pojęć. Jeśli bowiem upadnie wolność słowa (racjonalna debata zdaje się upaść już dawno), upadnie ostatnia nasza tarcza przed opresją i tyranią.

Bez kategorii

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o