Afera Dzika, czyli polskie Sleight of Hand


Przez ostatnie dni media w Polsce pochłonięte są sprawą dzików. Konkretniej redukcji ich populacji, z domniemanego powodu świńskiej choroby, którą przenoszą. Reakcja mediów społecznościowych i wszelkiej maści aktywistów jest dość jasna i przewidywalna – krzyczą „Nie dla uboju dzika!”.

Walka na forach politycznych i przy polskich stołach trwa – linia podziału jest niezwykle wyraźnie zarysowana między przyciwnymi sobie stronnictwami.

Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że również Ty, drogi czytelniku, znalazłeś się po którejś stronie barykady. Albo respektujesz życie zwierząt i bronisz ich prawa do życia, albo poczytałeś co nieco o leśnictwie i przekonujesz o potrzebie kontroli stanu populacji dzikich zwierząt. Niezależnie jednak od strony której zająłeś (być może nawet pozostałeś neutralny) – chciałbym abyś zastanowił się nad wydarzeniami, które dzieją się w naszym kraju w nieco linearnej, większej perspektywie.

Około tydzień temu doszło do ujawnienia zarobków w Narodowym Banku Polskim. Dla niewtajemniczonych – jest to instytucja odpowiedzialna za podaż pieniądza na polskim rynku. Rzecz nie dotyczy jednak skutków jego działań, a jego wewnętrznej sytuacji. Przeciek – bo tak traktowane jest przez władzę banku ujawnienie informacji o zarobkach w tejże instytucji – pokazał nam, jak olbrzymie sumy są płacone ludziom na stanowiskach nie wymagających dużych kompetencji. A to 40 tyś dla asystentki, a to 100 tyś dla dyrektorki – kwoty które dla przeciętnego polaka zdają się być nieosiągalnym kosmosem. Media zaczęły dłubać, a rząd i parlament naciskać, aby ujawniono więcej zarobków. Parlament domaga się jawności finansów NBP, wezwał prezesa tej instytucji do podania do wiadomości zarobków jego pracowników i jego samego.

Chciałbym zwrócić tutaj uwagę na dwie rzeczy, które są niezwykle rzadkimi anomaliami w polskiej polityce. Wystąpienie ich przy tej sytuacji daje nam do myślenia nad prawdziwym sensem całej afery, a także jej możliwych przyczyn i skutków, jakie przyniesie. Więc:

Po pierwsze : zarówno PO jak i PiS dążą do tego samego celu. Jak to możliwe że dwie partie zwalczające się na niemal każdym polu, łączy wspólny interes, taki jak ujawnienie zarobków w NBP?

Po drugie : Pan Terlecki oświadczył, iż ustawę o jawności zarobków NBP PiS zamierza uchwalić „jak najszybciej”. To również rzecz, przy której powinna zapalić się nam czerwona lampka : jeśli rząd robi coś szybko, to zwykle coś jest na rzeczy. Zwykle – partykularny interes rządzących.

Chciałbym zostawić państwa z tymi refleksjami na chwilę i przejść do kilku innych spostrzeżeń.

Narodowy Bank Polski, jak każdy Bank Centralny w państwie demokratycznym pozostaje względnie autonomiczny od rządu. Choć powinien on wspierać politykę rządu, nie jest powiedziane iż jest mu podporządkowany – i to jest bardzo istotne. Kontrola podaży pieniądza, czyli de facto kontrola nad inflacją, jest rzeczą niezwykle istotną. Pozwala ona wpływać na ceny, a więc reguluje całą gospodarkę kraju.

Sens oddzielenia instytucji Banku Centralnego od Rządu, polega na wyciągnięciu lekcji z historii. Rządy, które w swym posiadaniu miały banki centralne na zawołanie, często dodrukowywały pieniądze, czym finansowały swoje projekty lub zwyczajne dopinały budżety. Miało to miejsce szczególnie wtedy, gdy wpływy z podatków nie były zadowalające, a podniesienie ich oznaczałoby przekroczenie wytrzymałości społeczeństwa i masy krytycznej. Długotrwałe skutki dla gospodarki były oczywiście fatalne – wzrost cen oraz spadek wartości pensji. W zasadzie więc rząd realizował swoje projekty kosztem zamożności obywateli. Dzięki temu jednak rząd zwykle mógł utrzymać się przy władzy, demonstrując swoją skuteczność w osiąganiu celów i spełnianiu obietnic wyborczych.

Nie mniej jednak, sytuajca krajów w których doszło do uzależnienia banku centralnego od rządów wyglądała z upływem czasu co raz bardziej tragicznie. Najbardziej wymowny jest przykład hiperinflacji w Niemczech w dwudziestoleciu międzywojennym, który ostatecznie doprowadził do masowej biedy tak skrajnej, iż społeczeństwo pełne desperacji wybrało do władzy totalitarny reżim.

W państwach jednak, gdzie Bank Centralny był niezależny od rządu, był on w stanie w porę wstrzymać emisję pieniądza, która zaspokajała potrzeby rządu i jego projektów. W takich sytuacjach na wierzch wychodził koszt rządowych projektów i frustracja rządzących, którzy nie mogli dodrukowywać pieniędzy. Rządy takie zwykle upadały lub były zmuszone zacisnąć pasa – a więc zrazić do siebie elektorat.

Przytoczenie tych faktów ma na celu uświadomić, o co toczy się gra z perspektywy rządu. Sytuacja rządu Prawa i Sprawiedliwości pogarsza się, i to z dnia na dzień. Rozdawnictwo socjalne sięgnęło niespotykanych wcześniej rozmiarów, obciążając budżet państwa w ogromny sposób. Rząd PiS aby poradzić sobie ze spełnieniem obietnic wyborczych, podniósł wiele podatków i wprowadził nowe, omijające jego główny elektorat. Te jednak nie przyniosły spodziewanego zysku. Nie pomogło także uszczelnienie VATu – choć władza ogłosiła to jako sukces, w rzeczywistości wpływy nie wzrosły o zadowalającą sumę. Podniesienie podatków spowodowało zaś powszechny wzrost cen, co ludzie dość boleśnie odczuwają.

Jeden z największych myślicieli strategicznych wszech czasów, autor „Sztuki Wojny” Sun Tzu, podkreśla w swoim dziele konieczność tworzenia iluzji. Stwierdza, iż jeśli nasze siły są małe i nieznaczące – powinniśmy zrobić wszystko, aby przeciwnik myślał że jesteśmy potężni i liczni. Prezes PiS doskonale zna tą strategię – stąd duża propaganda sukcesu ze strony rządu. Wyliczenia finansowe rządu pokazują nam pozytywną wizję, niemalże sukcesów w redukcji deficytu i długu publicznego. Problem polega na tym, że każde z goła niezależne badanie podaje nam informacje przeciwne – w budżecie brakuje pieniędzy, a deficyt rośnie. PiS jednak staje się ofiarą własnej propagandy. Jego utrzymanie się u władzy będzie zagwarantowane tylko i wyłącznie podtrzymaniem socjalnych świadczeń i spełnień żądań związków zawodowych, a na to zwyczajnie nie ma pieniędzy.

Mając wiedzę o znaczeniu banku centralnego, jesteśmy w stanie odgadnąć możliwe powody afery. PiS jak najbardziej chce uderzyć w Bank Centralny, pokazać panujący w nim przepych i sumy wynagrodzeń, by wzbudzić w społeczeństwie przyzwolenie na podjęcie wobec niego akcji kontrolnych, może nawet regulacyjnych. Biorąc pod uwagę że ludzie w Polsce są biedni, nie trudno jest w nich wzbudzić zawiść, równoznaczną z takim przyzwoleniem. Stąd nacisk na opublikowanie zarobków (nomen omen zadziwiająco wysokich ; część zarzutów wobec pensji pracowników banku jest jak najbardziej słusznych). Biorąc pod uwagę poprzednio przytoczoną wiedzę o sytuacji rządu Mateusza Morawieckiego, można postawić tezę, iż rząd potrzebuje Banku Centralnego by ratować swoją budżetową sytuację.

Czy w takim razie Bank Centralny podzieli los Trybunału Konstytucyjnego i zostanie uzależniony od wpływów PiSu, a może nawet na stałe poddany państwowej kontroli? Nie należy się drogi czytelniku łudzić, iż kontrola zarobków i ustalenie jej górnej granicy nie będzie końcem rezolucji podjętej w celu podporządkowaniu sobie NBP. Możliwe że nagonka na Bank będzie trwała tak długo, jak długo jego zarząd nie ustąpi i nie zgodzi się dodrukować pieniędzy dla rządu Morawieckiego. A jeśli ustąpi, konsekwencje dla stanu naszego państwa będą druzgocące.

Zadziwia w tym wszystkim współpraca Platformy Obywatelskiej z rządem. Przyczyn jej poparcia dla interwencji w NBP można upatrywać w chęci zdobycia sobie części elektoratu oburzonego na sytuację w tejże instytucji. Można także założyć, że trwałe uzależnienie banku od państwa da także im w przyszłości możliwość ratowania swych rządów. Niemniej jednak ciekawie będzie obserwować dalsze ruchy Platformy wobec tejże afery.

Wracając do Dzików – chciałbym przedstawić państwu pewien termin ukuty w anglojęzycznej politologii, nazwanym Sleight of Hand (tłumacząc dosłownie, „zręczność ręki”). Jest to termin zaczerpnięty ze sztuczek iluzjonistycznych, w których magik wykonując jedną ręką jedną rzecz skupia uwagę publiczności, podczas gdy drugą wykonuje kluczowy trik. W polityce oznacza ono sytuacje, gdy rząd inicjuje lub korzysta z rozpętania afery lub zajmującej opinię publiczną kwestii, która skupia na sobie główną uwagę społeczeństwa. W czasie gdy uwaga ludzi skupiona jest na tejże aferze (zwykle nierozwiązywalnej, ale angażującej emocjonalnie), rząd dokonuje za zasłoną tejże kluczowe posunięcia realizujące jego cele. Uważam, iż nie jest przypadkiem że temat Dzików wyskoczył nagle w momencie rozstrzygnięcia sprawy NBP, gdy sejm będzie rozważał przyjęcie rządowej ustawy.

Tychże tematów zastępczych w ostatnich latach polskiej polityki było mnóstwo – aborcja, in vitro, parady równości, gender – wszystkie polaryzujące i budzące skrajne emocje. Miejmy tylko nadzieję, że Polacy w porę dojrzą sens sztuczki i prawdziwy cel magika – w przeciwnym wypadku, wszyscy skończymy piłowani na pół, w zamkniętej skrzyni, pewni że tym razem – to nie iluzja.

News

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o